Przedtem ktoś bliski, bardzo bliski memu sercu podzielił się ze mną swoim ciężarem, za co bardzo dziękuję. Mam nadzieję, że jest mu odrobinę lżej, bo nie można wszystkiego w sobie tłamsić, jest chwila taka, że trzeba się otworzyć. I choć niewesołe to i nielekkie, musi być dobrze, musi sę dobrze skończyć, nie ma innej opcji. Więc jeśli ktoś może to proszę słać dobre fluidy w stronę dobrych ludzi!
A w sobotni ranek wstaliśmy i... co by tu jeszcze zrobić? Dokończyliśmy pranie, znaczy się pralka swoje zrobiła, a mają taką fajną, co śpiewa, tańczy, recytuje, daje dupy i gotuje, sprawiedliwie podzieliliśmy się wieszaniem sprawiedliwie, Baran chleb upiekł i co dalej? Zakasaliśmy rękawki i... Tadam... Umyliśmy okna, nie wszystkie, bo takiej potrzeby nie było. Słoneczko zaś nadal ładnie świeci, bo czaruję teraz w odwrotnym kierunku... Obiad gotowy :)
A teraz bonus
Baran myjący okna angielskim modo ;) szczotką, ojapierdolę :)
Spokojnego weekendu :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz