sobota, 20 grudnia 2014

Dostaliśmy

zespołowego pierdalca. Wyprawiwszy wczoraj Postmana do pracy, rzuciliśmy się w wir przedświątecznych porządków, choć Bogiem a prawdą nie za bardzo jest co sprzątać w tym pudełku. No ale tradycji stało się zadość, sącząc winko ogarnęliśmy wszystko w trymiga i poszliśmy spać. Grzecznie, z rączkami na kordełce, a jakże by inaczej?
Przedtem ktoś bliski, bardzo bliski memu sercu podzielił się ze mną swoim ciężarem, za co bardzo dziękuję. Mam nadzieję, że jest mu odrobinę lżej, bo nie można wszystkiego w sobie tłamsić, jest chwila taka, że trzeba się otworzyć. I choć niewesołe to i nielekkie, musi być dobrze, musi sę dobrze skończyć, nie ma innej opcji. Więc jeśli ktoś może to proszę słać dobre fluidy w stronę dobrych ludzi!
A w sobotni ranek wstaliśmy i... co by tu jeszcze zrobić? Dokończyliśmy pranie, znaczy się pralka swoje zrobiła, a mają taką fajną, co śpiewa, tańczy, recytuje, daje dupy i gotuje, sprawiedliwie podzieliliśmy się wieszaniem sprawiedliwie, Baran chleb upiekł i co dalej? Zakasaliśmy rękawki i... Tadam... Umyliśmy okna, nie wszystkie, bo takiej potrzeby nie było. Słoneczko zaś nadal ładnie świeci, bo czaruję teraz w odwrotnym kierunku... Obiad gotowy :)
A teraz bonus


Baran myjący okna angielskim modo ;) szczotką, ojapierdolę :)

Spokojnego weekendu :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz