środa, 24 grudnia 2014

Merry Christmas

i tyle w temacie.
Wczoraj z grubsza ogarnęliśmy tę kuwetę, znaczy się, spuszczona z tego łańcucha zagoniłam chłopaków do pracy i voila... Zdjęcia będą hurtowo, na końcu, bo inaczej mi się notka kićka i muszę krążyć między ustrojstwami, zatem, excuse moi...
Postman w pocie czoła popełnił sernik i jabłecznik, Murzynka w tym roku nie upolowaliśmy, bo w tej miejscowości Murzynków jak na lekarstwo i nie było co wrzucić do piekarnika. Baran zaś nagotował krokietów dla pułku wojska, więc jak coś najbliższą jednostkę wojskową zapraszamy. Stara Jędza zaś, sącząc powoli winko i zapijając ginem popełniła barszcz, bigos, sałatkę warzywną w ilościach dla całej armii i po naradzie zapakowaliśmy to w słoiki, bo jakby nie daj blog wojna była, to się okopiemy i przetrwamy.
Nie licząc tego, że zostawili mnie w OTWARTEJ  CHAUPCE i pod pretekstem jazdy na wysypisko śmieci nie zabrali mnie, co by mnie tam przypadkiem nie zostawić, jako że jestem nierecyklinkowalna, wszystko przebiegało zgodnie z planem do momentu, gdy dostali pierdalca i... nakryli do stołu, tak że... w sumie święta już są, a w chacie zero bajzlu.
Sny miałam przepiękne, tańczyłam całą noc, pikuś, że w tych łachach, ale za to ręce miałam upierścienione wszystkimi moimi pierścionkami, jednym obcym, i wypielęgnowane, że ojapierdolę. Moje ręce realnie to pole bitwy pod Stalingradem :) i tańczyłam z sędzią z Boston Legal, tym co jest uależniony od mamusi i jest gejem, beksą lalą, ale tańczył jak młody bóg... Obudziłam się, gdy poszłam zmienić łachy na bardziej taneczne...
Prysznic postawił mnie do pionu, bo mi się kurki pochrzaniły i wzięłam... Hmmm... Zimny ;)
Zlazłam na dół, a tam Baran już na posterunku i napoił mnie wodą życia, starym śląskim obyczajem na czczo na obie nogi, Bolsem... A potem na trzecią nóżkę i życie kuchenne toczy się wspaniale na złość Gesslerowej i innym Perfekcyjnym.
Kocham takie życie.
A jeszcze ponoć okna idziemy myć gdzieś tam...

Zdrowych i pogodnych, rodzinnych, bez zmartwień, zakopać je, nie myśleć. Niech te chwile trwają i zostaną w naszej pamięci, gromadźmy je jak klejnoty. Bo warto.
Merry Christmas, Wesołych Świąt.
Bóg się rodzi.
Dla nas.
Doceńmy to...

Dla mnie to pierwsze od 34 lat święta bez Pierworodnego, ale On już ma swoją rodzinę i nie wątpię, że jest szczęśliwy, bo oprócz Synowej, którą kocha, ma dwa skarby - Małą Wiedźmę, najsłodsze dziecko na świecie i Patryczka, prezent w sam raz na święta...
A ja czekam na desant z W.
Wszyscy czekamy...
Okopani ;) i miny przeciekoteckowe w pogotowiu są ;)

Moc truchleje...






7 komentarzy:

  1. ale jakie prezenciochy pod choinką fiu fiu fiu .....stół pięknie nakryty ! ale gdzie Wy półmiski ze strawą tam zmiescicie ?

    OdpowiedzUsuń
  2. To już zmartwienie chłopaków. Stół rozciągnięty na maksa, ma ponad 2 metry. A prezenty maleńkie, dla zmyłki w wielkich kartonach, ale będą jaja jak brylanty :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No niestety,dałam dupy i nerw mi puścił,głupia ja .Cale spięcie mi w tym momencie uszło,cholera, ale są straty.W oczach córki jestem ta zła i czepialska i spiperzyąłm jej swięta. Przeprosiłam,ale co z tego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ozesz,kurde, Starsza sie nie wylogowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarza się, Doro.... Oby wszystko wróciło do normy, bo od tego są święta... Posyłam dobre fluidy... :*

      Usuń
  5. Inżynier patrzył na mnie jak na idiotkę, jak tańczyłam dziś, bo moje dzieci nie znają tańczącej matki. A wracam do korzeni, do młodości, do lat minionych, pięknych, gdy się żyło z ludźmi, a nie z urządzeniami... I za to Baranowi dzięki. Czasem warto olać wszystko i żyć...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ruda i tak 3maj !!! tańcz i ciesz się chwilą , nie warto spinac dupy o pierdoły ! najważniejsze w życiu jest zdrowie i przyjaciele !!!

    OdpowiedzUsuń