żarty, zaczęły się schody. Baran jutro do pracy jedzie bladym świtem i w związku z tym zostanę spuszczona z tego kaloryfera w piwnicy, co mnie do niego dziś przykuli, żebym za dużo wolności nie miała. Zostałam mianowana zastępczym kuchmistrzem Postmana, któremu do pracy mam przygotować... Ojapierdolę, tonę jedzenia, wszystko obrane, pokrojone, posegregowane w pojemniczki, ściśle wyliczone na łyżeczki i takie tam. Jutro, jak zrobię, to sobie fotkę strzelę. I żeby nie było: przed wyjściem do pracy zje obiad, jak drwal pracujący na akord. Postman zaś chłopięciem wiotkim i eterycznym jest, jak wiatr wieje mocniej, musi do kieszeni kamienie wkładać, żeby go w drodze do garażu nie zwiało...
Teraz jeszcze czekam na Baranie dyspozycje, co jutro na obiad i od jutra przez cały tydzień żywić się będą w stołówce u Starej Jędzy.
Hahahahaha, dam im popalić ;)
Zapisałam wszystko w notesiku, bo mój mały rozumek za mały jest na takie kombinowanie... :)
Ale będą mieli fajnie.A Ty wreszcie wyżyjesz się kulinarnie.
OdpowiedzUsuńNie, nie wyżyję się. To kulinarna konserwa i żadnych eksperymentów. Do tego dostaje mi się grymaśnik, co mu wiele rzeczy w ząbki wchodzi i po prostu nie zje :) Ale za to ma figurę jak marzenie ;) no a ja będę miała zajęcie i czas mi szybko przeleci, a o to chodzi...
OdpowiedzUsuńNo pewnie:)
OdpowiedzUsuńSlowem nie masz okazji popuscic wodzy fantazji tylko wszystko pod gotowa recepturke, co najmniej jak nadworny szef kuchni.
OdpowiedzUsuńAle sie ludziom pomieszalo w tej Anglii:))))
Trafiłaś w samo sedno, Star :)
OdpowiedzUsuń