niedziela, 21 grudnia 2014

Niedziela

i nareszcie nikt nie szedł do pracy. Postman po nocce został brutalnie usunięty z łoża, ale jak spać, skoro dzień taki piękny? Zaplanowaliśmy oglądanie Czarownicy, jako że chłopcy chcieli się nacieszyć nową zabawką. Jednak film był z polskim dubbingiem, co mnie wpieniało osobiście, bo co innego widzę po ustach, a co innego słyszę. To jeden z powodów, dla których nie lubię dubbingu, nawet w kreskówkach, bo wbrew pozorom postacie z kreskówek też układają usta jak ludzie. Trudno to wytłumaczyć słyszącym, ale tak jest.
Czarownica dupy nie urwała, wolę klasyczne scenariusze, ale przebrnęliśmy przez film.
Potem szybki obiadek i Kijanka zawiozła nas na zakupy. Obśmialiśmy się jak norki, bo tak wyszło. I po drodze wpadłam na hiacynty i mimo protestów Barana hiacynty zagościły w domku. Nic to, że ponoć nie pachną. Gwiadkowa wiosna ma mnóstwo uroków, oj tam, oj tam, wiem, że mam posrane w tym łysym łbie, ale kto bogatemu zabroni?



Jadąc dalej w rytm Lulajże Jezuniu na wyraźne życzenia SJ, bo to już tradycja jazd z Baranem zwiedziliśmy jak każda przywoita angielska rodzina Asdę, po czym udaliśmy się do Waitrose, w celu ogarnięcia wszystkich rzeczy organicznych... 
Stara Jędza z drżeniem serca szykuje się do popełnienia rosołu wegetariańskiego, bo choć kredę i kambr pamięta doskonale, rosołu wegeteriańskiego jako żyje nie gotowała. Na szczęście Baran zlitował się nad niebogą i zarządził, że bigos będzie normalny, a komu nie pasuje, niech poszczególne składniki wydłubuje. I tak: Baran będzie w pocie czoła usuwał tłuste kawałki i grzyby, Postman będzie usuwał mięso, zaś Dziewczyna Inżyniera w pocie czoła wydłubywała będzie pieczarki i grzyby. Jedynie SJ i Inżynier zjedzą wszystko co wchodzi w skład bigosu bez animrumrania... 
Zapowiadają się zatem wesołe i karkołomne święta, ale w tym cały ich urok, co nie?? 
Podczas powrotu SJ oszalała i jakby to było w PL to by ją zaraz do wariatkowa wsadzili, ale tu jest tolerancyjny kraj i jakoś się jej upiekło.
Bo...
Oszalało, zwariowało moje serce





bo słońce zachodziło, jakby zachodziło ostatni już raz...

I tylko w piosence i w winie, prawda życia jest, życia sens...

...
 i w Internecie, co widać na dnie...

Com się namęczyła nad tą notką to tylko ja wiem.
Jak tak dalej będę musiała, to zdradzę cię, kochany pamiętniczku do nastepnego roku...
Każda cierpliwość ma swoje granice...

A fotki dzisiejsze zapierają dech, ale te soniczkowe, jednak jestem fanką aparatów, a nie telefonów i nic mnie nie przekona...
I wszystkim, którzy wątpią i cierpią posyłam dobre myśli, bo choc to trudne i niełatwe... życie nie składa się z oddychania, tylko z chwil zapierających dech. Nawet jeżeli są złe, trzeba wierzyć, że miną i że gdzieś jest Itaka.
Bo jest.

6 komentarzy:

  1. tylko nie zapomnij oddychac kochana bo tyle masz tam tych chwil zapierających dech że aż się martwię :-)
    a wegetariański rosół to jak leci ? i czy Wy do bigosu wkładacie pieczarki ???? na przyszły rok nasuszę Wam porządnych leśnych grzybów no !

    OdpowiedzUsuń
  2. Oddycham. Nie chcę utonąć, bo nie warto. Rosół wege zamiast zwłok ma sos sojowy. Jutro zobaczymy, jak to wyjdzie... Ogólnie jedzenie wege nie różni się wiele od normalnego, mi to rybka... Bigos jest normalny, grymaśnicy (czytaj: wege, nie jem grzybów i inne takie tam) dłubią w nim i jedzą, co im pasuje...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciesz się, że jesteś szczęśliwa!
    mamaKlary

    OdpowiedzUsuń
  4. rosół na sosie sojowym to może dobry być w każdym razie mi smakuje smak sojowy :-) a jak ze swojskim makaronem to już pełen mlask , moje chłopaki zrobiły swojski makaron i normalnie doczekać się nie mogę kiedy w nim zębiszcza zatopię ;-) ale rosół zrobię normalnie ze zwłok (indyka i woła )
    dasz wiarę że wstałam już bo głodna jestem ? ale już mam przyczynę ....jem tabsy które nie pozwalają mi zapomnieć o żarciu - takie kochane :D

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja dalej wyleguję się w łóżeczku, bez tabsów jem cały dzień, dobrze, że jedzenie przede mną chowają, a lodówkę zamykają na kłódkę ;) Tylko alkoholu nie żałują :) grzyby kupimy dzisiaj w polskim sklepie, ale dziękuję. W sumie to niezła zabawa z tym kombinowaniem jedzenia, a cyrk będzie w Wigilię. Chłopcy pieką. W sumie to sama się wpraszam do kuchni, żeby podjadać i z głodu nie umrzeć ;) makaronu nie zrobimy, to już szczyt perwersji, domowy makaron :)

    OdpowiedzUsuń