poniedziałek, 10 czerwca 2013

I ty będziesz

... stary, będziesz emerytem, dopadnie cię cokolwiek.
Trochę się wkurzyłam, łażąc po blogach, bo wszędzie stary + niedobry.
Może mam zły dzień.
Ale też jestem stara.
Że jestem wredna, to wiem i nie ukrywam tego.
Że mam ksywę Stara Jędza, to OK, sama ją wybrałam.
Ale nie lubię, jak ktoś ocenia mnie przez pryzmat wieku.
Wredność nie ma z tym nic wspólnego. Moja teściowa nie była ideałem, mój teść to lepszy numer (w celu skłócenia wszystkich ze wszystkimi zostawił 17 testamentów, z czego potem powstał zamęt na skalę międzynarodową), ale... Teściowa zawsze mogła przyjść do mnie na każdą uroczystość, nieważne, czy mi to rozwalało plan czy nie. To była Matka mojego męża i traktowałam ją do końca tak, jak chciałabym, żeby traktowano moją Matkę. Teścia widziałam może ze 4 razy w życiu, nie utrzymywał kontaktu z dziećmi. Ale jak do nas przychodził, to zawsze był Ojcem mojego męża i Dziadkiem. Mąż go nie cierpiał, ale wpuszczał, więc to ja podawałam herbatę i podtrzymywałam konwersację.
Sama jestem teściową. Wredną. Niespełniającą kryteriów zakładanych przez młodych. Nie pomagam, nie uważam, że tak jak sądzi moja synowa, powinnam się bardziej starać dla młodych (znaczy się, dawać kasę, bo oni są młodzi i im się należy). Nie rwę się do opieki nad wnuczką, choć oni są młodzi i zmęczeni życiem. Jestem stara, pracuję w miarę sił i możliwości, nie wyciągam do nich po nic ręki, a mogłabym, bo stara jestem i co się będę męczyć, jak mam dzieci za granicą, a wiadomo, tam to dopiero zarabiają.
Pojechałam - po ponad półwieczu marzeń - na wycieczkę do Paryża, za swoje pieniądze. Synowa stwierdziła, że zwariowałam, w tym wieku do Paryża, mogłam im coś zafundować. Ano, mogłam...
Wykształciłam obu synów praktycznie sama. Jestem z tego dumna. Nie zatrzymywałam, gdy chcieli odfrunąć z gniazda, choć poduszka była długo co noc mokra od łez. Nic od nich nie oczekuję, ale każdy (zaznaczam: niematerialny, bo to dla mnie ważniejsze) objaw zainteresowania mną przyjmuję z radością. 
I dlatego wkurwia mnie, gdy słyszę: stary.
Tak, jestem stara i już raczej nie odmłodnieję.
Ale każdy każdego dnia się starzeje.
 I każdego dnia jest się bliżej końca.
Więc rozumiem ocenianie kogoś za to, że jest wredny.  Ale młodzi też nie są aniołami.
Nie rozumiem ageizmu.
I dlatego tak lubię Barana, bo On nigdy nie podkreśla mojego wieku, opierdol od Niego dostaję za całokształt, jak zasłużę, a nie dlatego, że jestem stara...
 I jeszcze parę innych osób, które nie patrzą na wiek, ale na całokształt.
Zachowania upierdliwe na starość to czasem nie wada charakteru, ale choroba. I wtedy trzeba zacisnąć zęby i milczeć.

Moja Teściowa pod koniec życia (zostało mi to oszczędzone, bo długo przedtem nasze drogi się rozeszły) wymagała opieki. I opiekowała się nią najbardziej nielubiana synowa (po mnie), jej córki-lekarki wypięły się na nią. Było ciężko, demencja posunęła się tak daleko, że mówiła tylko po niemiecku, a nikt tego języka nie znał w rodzinie, oprócz córek, które w Niemczech były... I ta wredność to już nie była wredność taka zwyczajna, ale choroba.
Nie wiem, może mnie też to dopadnie.
Ale na razie, chociaż jestem stara, to lubię wpaść na jakąś imprezkę, pogadać z każdym... I nie chcę, żeby ktoś uważał, że jestem wredna, bo jestem stara.
Po prostu taki model. Wredny...
Najwredniejszy na świecie.


Ale się rozpisałam i wciąż jestem zła...



21 komentarzy:

  1. Aj to nie tak, ja tylko wyraziłam swoje zdanie na temat wymuszania uroczystości.



    OdpowiedzUsuń
  2. A no i widzisz,to u mnie już ten objaw pewnie wystąpił, ze jestem stara i niedobra i zbyt krytyczna!:)


    Jasne Ruda,że masz rację, noo,starzejemy się nie ma odwrotu i to różnie się trafia,jeden starzeje się fajnie inny gorzej.
    Zrozumienie do tego jako takie mam,zawsze myśląc ,że nie wiem jak mnie się trafi.
    Ale to tez nie znaczy ,że mam się z butami w czyjeś życie wpierniczać i napraszać się,wtrącać.
    Ty też tego nie robisz.

    OdpowiedzUsuń
  3. aaaaa,bez fótki tego nie rozbieriosz

    OdpowiedzUsuń
  4. Szacunek dla starszego pokolenia jest wyznacznikiem kultury osobistej i czlowieczenstwa. Tyle, ze ciezko jest zachowac spokokoj, jesli starsi w pelni sil umyslowych i fizycznych z pelna premedytacja probuja wyprowdzic mlodszego z rownowagi i uderzaja rozmyslnie bolesnie. Zlosliwie i perfidnie. Takie mam niestety doswiadczenie wlasne. Wtedy wiek i siwizna nie chroni, aczkolwiek nadal staram sie zachowac kulture. Trudne to wszystko i u kazdego historia nieco inna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, Kocie. Trochę wiem, jak u Ciebie jest. I zgadzam się, że siwizna nie chroni. Ale też nie można wszystkiego do jednego wora wrzucać...

      Usuń
  5. No właśnie,przeze mnie przemawiają kiepskie doświadczenia ,powinnam siedzieć cicho.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami trzeba sie wygadac. Nawet w komentarzach na blogu.

      Usuń
    2. No to zapraszam do dyskusji, blog jest otwarty. Też mam smutne doświadczenia, ale osobiście uważam, że są ludzie i są parapety i wiek nie ma z tym nic wspólnego. Właśnie o niewmelanie mi chodzi, bo z jakiej racji młodsza o połowę smarkula mówi mi, że "moim wieku nie jest potrzebne, a im się jeszcze należy". Mam do śmierci pracować i niczym się nie cieszyć?? To jest właśnie ageizm...

      Usuń
    3. Właśnie, Doro, Ty masz bardzo smutne doświadczenia, bo całe dorosłe życie masz wrzód na dupie. Ja mieszkałam osobno, zarówno z teściową, z ojcem, jak i teraz jako teściowa jestem osobno i nikomu w drogę nie włażę. Więc moje doświadczenia i odczucia są inne. Ty masz złe do bólu na co dzień, ja miałam złe od czasu do czasu. A uwierz, moja teściowa była samcem alfa... I podziwiam Cię, bo ja pewnie moją bym zabiła, jakbyśmy w jednej chacie mieszkały. Nie dlatego, że stara :)

      Usuń
    4. Wiesz co ,tak na prawdę to całe moje życie to przykre doświadczenai z dorosłymi i starszymi. Wzorców zadnych od rodiny,a jesli już to takie ,ze teraz meczę się ze sobą,potem wpadłam z deszczu pod rynnę,czyli wyszłam za mąż ,chciałam żeby teściowa była mi bliską osobą, zwierzyłam jej się,byłam otwarta i chetna do przyjaźni, a okazała się fałszywym babolem plotkującym o mnie i wieszającym na mnie psy a też myślał,ze do domu przyjęli służącą a nie synową. Wyrwałam sie od alkoholików i dziwaczki a trafiłam do udawanego państwa z wysokim mniemaniem o sobie.
      Stłamsili mnie i już się nie dźwignęłam.
      Dlatego też jestem przewrażliwiona na punkcie wpieprzania się dzieciom w życie i ustawianie ich pod swoje wyimaginowane marzenia i życzenia. Brrrr.
      E,szkooda gadać:(

      Usuń
    5. Doro, miałam podobnie, ale mi się pofarciło, trzasnęłam drzwiami i wróciłam do pracy. Kosztem dzieci, ale na dobre im to wyszło, a i mi też, bo nikt mi już nie wyszczekuje, że mi coś daje. Mam, ile zarobię i nikomu nic do tego. No i samodzielne mieszkanie też działa na moją korzyść. Doskonale rozumiem Twoją sytuację, 10 lat tak przeżyłam...
      Moje dzieci robią co chcą, zwłaszcza Starszy nie ma hamulców, ale milczę. Nie mój cyrk, nie moje pchły. Inzynier jak nie pyta, to chociaż informuje i jest w miarę rozsądny, więc jak nie mogę pochwalić, milczę. Każdy musi na własny rachunek wsadzić palec między drzwi, inaczej nie uwierzy, że boli.

      Usuń
  6. napiszę notkę u siebie bo to tak jakby przeze mnie ta cała "burza"
    a trochę się zejdzie

    OdpowiedzUsuń
  7. Ło matko ja tak mam. Miałam Tobie podrzucić temat bo piszesz bloga a męczył mnie ten temat. Nie umiem tak ładnie ubierać w słowa ale właśnie to, że żądanie aby rzucić swój dom, męża, kota i wyjechać pomagać przy dziecku to jest MUS. Czy nam ktoś pomagał przy naszych dzieciach? Mnie nikt. Z powodu trudności w oczekiwaniu na mieszkanie wyprowadziliśmy się do większego miasta gdzie mieszkanie dostaliśmy od ręki / tzn.mąż z racji wykonywanego zawodu/ i musieliśmy sobie radzić, byłam na trzy letnim urlopie wychowawczym potem przedszkole. A teraz moje dziecko żąda / pod naciskiem swojej połowicy/aby rzucić w diabły mój azyl domowy i pomóc jemu bo właśnie mamusia jest na emeryturze i tak trzeba. Bo przecież do grobu nie weźmiemy dorobku całego życia. Czy to jest porażka wychowawcza??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babciu Aniu, nie. Tylko to pokolenie tak ma wdrukowane, że wszystko na tacy. Mój syn nie wymaga tego, ale synowa uważa, że jej się nalezy. Gdybym pojechała, to zapłacił by za mnie składkę, ale po co mam zamieniać bycie wolnym strzelcem na zostanie służącą?? Spadłoby na mnie wszystko, bo ona nic nie lubi robić. Goni syna. Tak sobie wybrał, tak ma, więc mi go nie żal, ostrzegałam. Ale ja z nią ślubu nie brałam, więc qui bono?? I kota absolutnie nie wolno rzucać, więc się nie przejmuj i miej to w pompie... :)

      Usuń
  8. Paczę i nie wierzę. Ruda. Czy ktoś napisał, że jesteś STARA? Nie.
    Dora stwierdziła, że Jola nie będzie dobrze bawiła się na imieninach ze swoim starym teściem. Teść jest stary, nie da się ukryć. Jola jest młoda, też nie da się ukryć. Jest między nimi - zakładam minimum 20 lat różnicy. Do tego teść jest dla niej niemiły, po prostu dla zasady, nie z powodu wieku. Gdzie tu jest uderzanie w Twój wiek?
    Teść nie zostanie zaproszony na inieminy nie dlatego, że jest przeszkodą, tylko dlatego, że imienin nie będzie. A jeśli będzie kawa, to w dniu imienin, bo bez względu na wiek teścia- nikt nie będzie na niego czekał. W takim wypadku potem komu innemu coś by wypadło i mielibyśmy kawę imieninową w Boże Narodzenie.
    Każdy z nas będzie stary. Ale nie każdy z nas będzie jak ten teść.
    Znam kilku STARYCH (naprawdę starych, sądzę, że możesz schować się ze swoim peselem) ludzi, których szanuję i spędzam z nimi czas na długich rozmowach. Ale nigdy, przenigdy nie zaprosiłabym ich na swoje urodziny (imienin nie obchodzę). Dlaczego? Ponieważ ani oni, ani ja nie czulibyśmy się tam dobrze. Dlaczego? Dlatego, że jest między nami minimum 60 lat różnicy. Możemy pogadać na kawie, odwiedzam ich w urodziny, ale też nie na imprezach, tylko po prostu- prywatnie.
    Po drugie, teść jest NIEMIŁY. Nie chodzi o to, że stary, chodzi o to, że niemiły. Stary też i dlatego oczekiwał tradycyjnych imienin, ale nie o to się rozchodzi.
    Poza tym, jeśli ktoś chce przyjść i zlożyć życzenia to przychodzi, a nie stawia warunki. Przynajmniej mnie tak wychowano...

    Nigdy, przenigdy moi rodzice nie byli na mojej imprezie urodzinowej. W zeszłą sobotę mój tata obchodził 50te urodziny. Pojechaliśmy tam w formie pomocy i nie braliśmy udziału w imprezie. Posiedzieliśmy 10min przy stole na czas kolacji i zwinęliśmy się do kuchni. Nikt do nikogo nie miał żalu. Nikt nikomu nie zarzucał przeszkadzania, po prostu każdy robił to, w czym czuł się najlepiej.
    Moi dziadkowie przychodzą do rodziców na imieniny. Siedzą pół godziny, dziadek czasem dlużej- do godziny. I idą do domu. Nikt się nie obraża, po prostu nie czują się dobrze. Rodzice chodzą do dziadków, tylko tam zazwyczaj starsi ida wcześniej do domu a pokolenie dzieci zostaje i sprząta.
    Wszyscy dostrzegają cudowna różnicę wieku. Nikt nie widzi problemu.

    To, jaką jesteś teściową, leży tylko i wyłącznie w Twoim sumieniu. Nikt nie ma prawa tego oceniać, tego na ile decydujesz się pomagać- tak samo. Nie wiem, jaką masz synową i nie wiem, jaką synową byłaś- nie my Cię będziemy z tego rozliczać.

    Po prostu bądź więc sobą, starą jędzą, ale z uśmiechem i przełamuj stereotyp starych-wrednych, a nie rzucaj piorunami, bo to na pewno nie pomoże przełamać trudnych barier pokoleniowych.
    QQ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. QQ i tu się z Tobą nie zgodzę. Bo jestem za więzią pokoleń. I moje Osobiste Dzieci i Dzieci Przyszywane nigdy mnie nie wykluczają z imprez!!! Jakkolwiek jestem wredna i niemiła. Pewno, że gdy potomek idzie na imprezę z kolegami ze studiów, ro się nie pcham, choć prawie wszystkich znam, ale gdy ma imieniny, a ja akurat jestem pod reką to dlaczego mam się nie bawić??
      Ty masz swój pogląd na sprawę, ja swój i tego się trzymajmy.
      W wypowiedzi małejczarnej zabolało mnie mówienie: stary. Teść, to rozumiem, ale dlaczego od razu stary??

      PS Mój Najlepszy Przyjaciel Na Świecie jest ode mnie o 26 lat młodszy. I zapewniam, że nie czujemy różnicy wieku...

      Więc nie wiek...

      Usuń
    2. Ruda w tej notce było napisane teść, nie STARY
      czasami widzi się co się chce lub czyta to co chce,
      też tak mam,
      sprawdziłam dwa razy nie użyłam w niej tego słowa, w komentarzu też nie
      stawiam że miałaś gorszy dzień, bo inaczej byś odczytała moją notkę
      mam nadzieję że wszystko wróci do normy

      Usuń
    3. też jestem za utrzymywaniem więzi tym bardziej że blisko mieszkamy i to najbliższa rodzina
      ale NIKT nie będzie decydował czy mam świętować, kiedy i z kim to było to sedno sprawy

      Usuń
    4. Stary napisała Dora, nieważne, tak mi się splątało :) I to nie tylko Twój blog, byłam też na innych i... też takie zestawienie.
      Nie mam zamiaru nikogo urażać, ani nikomu narzucać jak ma układać swoje więzi rodzinne.
      Nie mam też do nikogo pretensji o nic.
      Po prostu na moim blogu wyraziłam coś, co mnie boli - i czego nie zaznałam od żadnej z Was, dziewczyny, to nie o to lotto... :)
      Wiem, że Wy nie traktujecie mnie jako starej... I oczywiście jestem za Waszą autonomią, jak najbardziej. Sama nie robiłam nigdy dla siebie ani imienin, ani urodzin, po prostu jak ktoś przyszedł, to był. I najfajniejsze były takie spontaniczne, zakręcone... Nieważne, kto był.
      Jeśli kogoś uraziłam, przepraszam, ale... ;)

      I Jolu, oczywiście że nikt nie może za Ciebie decydować. I możesz się zamknąć tego dnia na trzy spusty i telefon wyłączyć :)

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babciu Aniu, czyżbym niechcący skasowała Ci wpis?? Przepraszam, jeśli tak :( Wybacz...

      Usuń