wtorek, 18 czerwca 2013

Porno

i duszno od rana, popadało, slonko wyszło i burzowo się robi.
Nie musiałabym jechać do pracy, ale... No cóż, są ludzie, którzy lubią pokazywac, jak to oni nie pracują, a gówno robią. Ale nie będę się nerwowała, wczoraj po prostu wzięłam torebkę i wyszłam, jak Jakubowska z DTV. Niekiedy przerost formy nad treścią osiąga rozmiar niepowtarzalny. Zatem jadę dziś, uaktualnię się i skoczę zobaczyć, co z tymi reklamowanymi słuchawkami, bo to rzut beretem jest. No chyba że będzie się burzyć, to polecę od razu do domu.
Case histories oglądnęłam już cały, jest przepiękny, zaskakujący, zakręcony i na liście celów mam York i Edynburg. Może los poszczęści??
Drugi sezon już jest, ale jeszcze go nie ma ;) I jestem z siebie dumna, bo... Nie znam angielskiego, ale... To jest serial, że trzeba oglądać odcinek po odcinku, bo się nie wie, o co lotto, historie się przedziwnie zazębiają. I... trafił się odcinek bez polskich napisów, nie ma i dupa... Ale... Były angielskie. I co?? I nic, zrozumiałam cały odcinek :):):):) Bez napisów byłoby gorzej, a tak dotarłam do sedna. Czyli to jednak daje efekty, co mnie niezmiernie cieszy.
Jako że wczoraj wyszłam z pracy na tyle późno, że mojego chleba nigdzie już nie było, a watopodobnego nie chcę, kupiłam wafle ryżowe i lecąc do domu czułam smak wafli z pomidorkiem i cebulką. Mniammmmmm :) Otwieram lodówkę, a tam biały serek naramowicki (śmietankowy) szczerzy do mnie zęby. Więc: wafelek, serek, pomidorek, cebulka, odrobina soli himalajskiej (róziowa!!!!), pieprz i wcinam, aż mi się uszy trzęsą.
A dziś co ja paczę???? Czytam, że zestawienie: biały ser plus pomidor działa na stawy tak, jak szparagi i inne świństwa... Hmmmm... nic dziwnego, że mnie pobolewają, dobrze, że rzadko jem takie zestawienie.
Zapisać w kajeciku.
I rację ma Inżynier, mówiąc, że najmniej zdrowe jest zdrowe jedzenie :)
Czyli wstając rano należałoby wypić piwo ;)
A. I wino z czerwonym mięsem to też niedobre zestawienie.
Że ogórki świeże z pomidorem to wiedziałam, ale że z sałatą, to nie. Zatem całe odżywianie o kant dupy potłuc można.
Pocieszające, że na coś trzeba umrzeć :D
I z tym optymistycznym przesłaniem zaczynam zwijać się do pracy :)

2 komentarze:

  1. ja pierdziu a ja ostatnio robię sobie twarożek z pomidosiem i cebulką i wpierniczam a ból stawów ( w sensie kolan bo mam zaatakowane przez jakieś ło ) tłumaczyłam se wysiłkiem fizycznym , kurna no odstawię
    dżizes a ja tak całe życie wpierniczam ale też całe narzekam na te moje kolana !!!
    i masz rację piwo z rana jak śmietana :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie, ja na te zestawienia, dobre czy źle nie bardzo patrzę,bo już bez przesady. Ważne,że uważam by za dużo chemii nie pożerać,to już mi wystarczy.

    Już i tak przestałam jeść szczaw i rabarbar a szpinak raz na jakiś czas ,jak się dowiedziałam,że nie powinnam, (w dzieciństwie jadłam oporowo,bo rosło w ogrodzie,a potem nie dziwota ,ze wyladowałam w szpitalu ,bo reumatyzm mlodzienczy i zaatakowane serce)

    OdpowiedzUsuń