rano do pracy, jak Kodeks pracy nakazuje i co ja paczę na pustym dziś podwórku?? Zabawiliśmy się chwilę w znajdź kotecka...
Po czym kotecek machnął ogonkiem i tyle go widzieli.
I tak od rana gram sobie w Angry Birds, inne kulki, nie że lubię, ale czekam, czekam i dupa mi od czekania rośnie, w międzyczasie tu poprawię, tam skrobnę, schodami w górę, schodami w dół, za pięć minut, za piętnaście, zaraz (taka mała bakteria) i tak się spokojnie kręci.
A na ścianie na klatce schodowej cały dzień bez ruchu siedział sobie taki robal. Akurat aparatu z makrem nie było, więc musiał mi ajfonik wystarczyć...
Pikny robal, nieprawdaż?? Ciem?? Kapciem. Darowałam mu życie, bo mnie nie gryzł ;)
W sumie nie było mi źle, bo wszędzie porno i duszno, a w moim pokoiku chłodek prawie jak z klimatyzacji, choć za oknem słońce napierdala i okno mam otwarte, ale co przyziemie, to przyziemie (niestety, za rok się pożegnamy :( ), i tak ładnie pięknie mijają chwile, leci czas, obiadek odgrzałam i zjadłam, z niedobitkami kolegów pogawędziłam i tadam... wybija magiczna godzina, kiedy już wszystko powinno być w drukarni, ale nie jest. Za oknem co kawałek wycie syren, ale że dziś upał, to normalne, bo w pobliżu jest szpital. I tak krótko po magicznej godzinie dostaję ostatnie strony, a na nich niezły misz masz i sobie czytam i czytam i staram się, kuźwa porządek w tym bajzlu zrobić, a tu wlatuje Wice i drze się, że time, time, że drukarnia czeka, Trener baseballistów się znalazł, psiakostka, jakbym to ja opóźniała wszystko. Ale dyplomatycznie nie rzekłam nic, dałam mu kartki w garść i posłałam na piętro, a sama dalej ścibolę. I wreszcie zamknięte. Żegnam się, wzbudzając ogólną zazdrość, bo wracam dopiero 8 lipca najwcześniej, wychodzę na dwór, bucha upał i co ja paczę???
Sznur tramwajów stoi, kręcą się wśród nich żólte wozy, nadzór ruchu lata jak kot bez pęcherza... Przecudnie... Na całym rondzie nic w żadną stronę nie jedzie, gromady ludzi lecą na oślep.
Przelazłam na cienistą stronę ulicy, rezygnując z fotek, bo w takim tłumie to i durno, i groźno, i co ja paczę?? Podjeżdża zatramwaj. No to hop do zatramwaju i zaraz po zamknięciu drzwi pożałowałam. Jedne światła i tkwimy w gigantycznym korku, w zatramwaju duchota mimo otwartych okien (szczęściem żaden śmierdziel nie jechał), zapasy wody skończą mi się zaraz i już widzę, jak pięknie umieram stojąc w zatramwaju.... Na następnym przystanku (250 m jechaliśmy jakieś 25 minut) wyprysnęłam z zatramwaju jak z procy i ruszyłam w stronę słońca, czując się na ulicy jak na biegunie :) A tu z prawej pachniały kwitnące śnieguliczki, a z lewej woniały wonne spalinki, zwłaszcza jak coś niewyregulowanego jechało... I różyczki sobie kwitły :)
I zielsko rosło jak u Dory na działce, ale znudziło mi się wyciąganie ajfonika, a poza tym za mną lazło stado małolatów, więc Stara Jędza na zimne dmuchała. I tak pieszkom przez godzinę się wlokąc doszłam do miejsca, gdzie tramwaje już jeździły i wpadłszy po drodze do Rossmanna, jako że w potrzebie byłam, a i klimatyzacji pożądałam, wskoczyłam do autobusu, co pod dom mnie zawiózł i tym sposobem przeżyłam pierwszy dzień piekielnych upałów w mojej wiosce...
A teraz zaczynam wypoczywanie i czekanie na remont :D :)






z jednej strony fajnie mieszkać w takiej aglomeracji bo zawsze coś się dzieje, można iść tu czy tam ale z drugiej strony ja wszędzie dojdę pieszko lub Helą podjadę , nie ma korków i tych innych
OdpowiedzUsuńI to błąd, Zmoreczko, że ja Heli na stanie nie mam. Po remoncie pomyślę, bo miejsce w komórce będzie (na balkonie nieochrzczona koleżanka Heli mi zardzewiała i wyrzuciłam, bo bałam się, że pod kubańską dupą mi pęknie i będą mnie na szufelkę zbierać)... Odkąd można z rowerem jeździć MPK, nie boję się gumy, więc kto wie, kto wie, może za rok jakąś Agatką pomknę do nowej pracki??? ;)
UsuńKicia na zdjeciu pewnie bezdomna...Tak bardzo mi zawsze zal tych biednych zwierzat. Coz, calego swiata sie nie uratuje. U mnie tramwaje tez czasami odpoczywaja, mam wtedy cisze za oknem. Dla mnie takie awarie moglybyc codziennie. Wiem, jestem pod tym wzgledem aspoleczna.
OdpowiedzUsuńTe kicie co się u nas włóczą, nie są bezdomne, w sąsiednim domu mieszka kocia mama, wrzucę kiedyś fotkę. Bardziej jak tramwaje przeszkadzają mi karetki, bo szpital blisko, a na ulicy korki, więc wyją i wyją. Tory są nowe, wyremontowane i nie ma hałasu od tramwajów, karetki i tiry to masakra, a motory zawał :D
OdpowiedzUsuń