środa, 19 czerwca 2013

Wyobraźnia

Z Inżynierem dziś pogadałam, bo co mam go karać za to, że mam doła, a On jest szczęśliwy?? Więc gadu gadu, pierdu pierdu i... wlatuje temat Umarlaków. Chciałabym pojechać, czas jest, kaska jest, most otwarty, nie muszę jechać opłotkami. Zatem co stoi na przeszkodzie?? Ano... Upały. Gawędzimy i mówię: wiesz, padnę w takim upale szorując nagrobek i po kłopocie. A on na to: spod płyty wysunie się koścista rączka i wciągnie mamę do środka i faktycznie, po kłopocie. Niech mama jedzie.


Kochające mam dziecko, nieprawdaż?? :) Widzicie te scenę?? Bo ja tak, jest fantastyczna :) I pewno będzie to Mamina rączka, która od razu za parę rzeczy przyłoży mi po papie... Albo Cioci, bo Jej też podpadłam, choć może nie do końca. Paweł i Tato głosu nie mają, jak coś. Wykluczone...

2 komentarze:

  1. Cos jak ze snu Tewiego ze Skrzypka na dachu.

    OdpowiedzUsuń
  2. kurde mam nadzieje że nie pojechałas i Cię nie wciągło no :-)

    OdpowiedzUsuń