Na poczatku myślałam, przez pierwsze 10 minut, że polegnę, jak i Dora, ale im dalej, tym lepiej i już do końca oglądałam zaciskając ręce i denerwując się.
Reżyserowali bracia Wachowscy, ci od Matrixa, a raczej już rodzeństwo Wachowskich, bowiem jeden z nich zmienił płeć. Ale to nic. Jak dla mnie wyszedł miód cud i orzeszki, skrzyżowanie Matrixa z angielską komedią, z czymś w rodzaju Gry o tron i w ogóle słów brak...
Nie wiem, czy Inżynier na tym był, jak nie, to mam nadzieję, że wciągnie go to, jak chodzenie po bagnach, bo przecież kocha Matrixa miłością pierwszą i najpiękniejszą, ma całość w oryginale, łącznie z animowanymi dodatkami. Muszę sobie kiedyś maraton z tego zrobić, zostawili płyty w domu (Inżynier Matrixa, Pierworodny Star Wars). Tam kupili sobie następne, choć mnie to trochę zezłościło, bo sporo kasy w tym utopiłam, ale jak coś, jak zamkną torrenty (w UK zamknęli), będę miała co oglądać ;)
Baran też mi coś polecił, a la Love Story (pamięta ktoś ten film?? ja zawsze na nim płaczę rzewnymi łzami, choć obiecuję sobie, że nigdy więcej)...
Ale na dziś dość, to nie 45-minutowy odcinek serialu, norma gapienia się na monitorek na dziś wyczerpana.
Nasiona i reszta kupione, to już 3. dzień, jak pierwsza partia kiełkuje, a buraczek jak nieżywy wpadł w pokrzywy, ani drgnie, za to rzodkiewki oszalały i już je podjadam.
A tu trailer, może się ktoś skusi. Naprawdę polecam...
Brokuł też potrzebuje dużo czasu ale dziś kupiłam gotowy i mówię mniam mniam mniam
OdpowiedzUsuńmyślę że buraki mogą być dobre bo ja botwinkę lubię a to taka nie wyrośnięta botwinka co nie ?
filmów fantasty nie lubię choć Avatar mię się podobał może dlatego że to pierwszy film 3D który widziałam ?