Złaże ci ja na słoneczko, a w skrzynce pocztowej co ja pacze?? PIT-u z ZUS jak nie było, tak nie ma, ale za to jest rachunek za prąd. Pacze na niego kątem oka i powieka mi drga, bo ponad 40 zł wyższy niż zawsze. Zła już piszę scenariusz, jak ochrzanię Inżyniera za wi fi, bo to świeci 24 godziny na dobę (mam manię oszczędzania i wyłaczam wszystko, co się da i nie da), ale sobie myślę - ochrzanię w weekend, bo w pracy ma ciężkie dni, to co ja będę mu dokopywać o głupie 40 zł. A może prąd podrożał? A może dłuższy okres, bo dawno nie byli?? Wrzuciłam rachunek do skrzynki (co będę makulaturę wozić) i pojechałam w stronę słońca, do Ikei znaczy się. Odkąd mamy tam szybką bimbę, to zajmuje całość jakieś 2 godziny, a przedtem dojeżdżałam autobusem 3 godziny w jedną stronę. Kocham szybką bimbę, kocham jak Irlandię :D ;)
Przemeblowali Ikea i się pogubiłam, co mnie rozzłościło, tym bardziej, że gorąco było jak w piekarniku, i choć ubrałam się lekko i rozpięłam płaszcz, zgrzałam się jak siwa mysz, łysa na dokładkę. No i nie znalazłam tego, po co poszłam, więc tym bardziej byłam zła. Idąc do kasy czułam, że zaraz zemdleję, więc widząc za kasą bufet ucieszyłam się. Podchodzę do bufetu i chcę płacić za wodę mineralną, którą wzięłam z kupki w olbrzymim koszu, a panienka mówi: kasa tam i pokazuje pazurem z tipsem za siebie. Ojapierdolę, stoi zmora mojego życia (druga po domofonach) - dotykowy automat płatniczy.... Niech to cholera. Ale nic, idę, klik, wrzut, sruuu.... i wyrzuca rachunek. Nosz, obczaiłam cholerę :D Już nie będę się bała. I nie umrę z pragnienia. Już widzę te nagłówki w Fakcie: Umarła z pragnienia, bo nie umiała obsłużyć automatu ;)
Tak samo mam z kasami samoobsługowymi w P&P. Jak robię z chłopakami w UK zakupy, często w takich płacimy, ale... sama się nie odważę. Chociaż... skoro zmogłam taką kasę, to i samoobsługową zmogę c'nie?? :)
Zadowolona wracam do domu, planując kupno pstraga w Lidlu (mam jeszcze marchewkę z czerwoną cebulką i z jabłkiem, wczoraj nie zmogłam całej porcji), robię zakupy, wracam spokojnie do domu i wpadam na Znajomych Inżyniera. Moich w sumie też, bo znam ich od dziecka, ale to chyba jedyni ludzie z tego pokolenia, co do mnie pani mówią. Gadu gadu, pitu pitu, wiem, że wprowadzili się na nasze osiedle, a oni wiedzą, że będę miała remont i co ja słyszę?? Jak coś, mam Pana Mądrego zawiadomić, to porobi za chłopca do bicia, tfuuuuuuuuu, do przesuwania i przenoszenia. Miło. Inżynier ma fajnych kolegów, nawet... :)
Ogarniam się po przejściu, pstragi do mleka, niech się, skubane, moczą i biorę rachunek, żeby zapłacić. I co ja paczę??? To nie jest MÓJ rachunek, ale kogoś z identycznym numerem mieszkania, ale z następnego numeru domu. Jako że mieszkam na osiedlu, na którym numeracja jest ze snu pijanego zająca, nigdy nie wiem, gdzie jest dany blok i na pytania zawsze mówię: proszę zapytać dzieci, one na pewno wiedzą (w czasie pisania tej notki odezwał się na Skype Pierworodny i wyjaśnił mi, gdzie jest ten blok, no dzieci wiedzą), myślę co zrobić. Jak to co, emilka do Enei skrobnąć. Skrobnęłam, adres emilkowy wszak mam, bo już mi kiedyś emilkowo załatwiali reklamacje. Zatem piszę i co ja paczę?? Listowy emilkowy oddaje emilka, że nie ma takiego emilka!!! Ja nie ma jak jest. Ciśnienie mi rośnie. Wchodzę na stronę ENEI, strona nówka nieśmigana i co ja pacze?? Kontakt TELEFONICZNY albo LEĆ DO BIURA... Niedoczekanie ich. Szperam, szukam, kombinuje i wtem sruuu.... Pojawia się nowy emilek od ENEI, choć rzekomo poprzedni nie doszedł, z prośbą o podanie numeru OSTATNIEJ faktury bądź PESEL-u. Ojaciepierdole. Ostatniej faktury nie mam, bo mi nie doręczyli!!!! A PESEL Eksa pewnie gdzieś w odmętach dziejów i papierów mam, ale nie będę schodziła na zawał, szukając. Pod ręką mam fakturę z jesieni, więc piszę ten numer, nosz ciśnienie chyba 200/200. Listowy emilkowy odpowiada, że ENEA ma zapchaną skrzynkę i nie może już mojego emilka do skrzynki wciepnąć. CHOLERA. Pstrąg dochodzi, więc oddychając bez torebki zaczynam konsumować obiad. Dzwonek do drzwi. Sąsiadka z bloku z następnym numerem, wiedziała gdzie jest mój i zorientowawszy się, że ma cudzy rachunek przyniosła... I w te słowa rzecze: pani, on chyba pijany w trzy dupy był, jak te rachunki wkładał. No chyba pijany, bo oni chodzą z takimi aparatami co drukują od razu po odczytaniu rachunki i wrzucają na dole do szpar unijnych, więc jakim cudem pomylił domy??? Że mieszkania, to rozumiem, ale domy??? Pierdolę, nie płacę. Poczekam, co mi napiszą. I tak mam dwa tygodnie na zapłacenie. Dotąd płaciłam od ręki, teraz będę robiła jak ze spółdzielnią - chujowo cię traktują, płacę, ale w ostatniej chwili.
Baranisko jednak ma Internet w tym Meksyku i się ładnie zameldował, miło :) Cieszę się, że ma fajne wakacje, fotkę też już przysłał, full wypas hotel. Ciężko pracował, niech się dobrze bawi :D
I Pierworodny się odnalazł, o dziwo... Następnym razem jak zadzwoni zapytam: kto jesteś i co zrobiłeś z moim synem?
Inżynier ma już bilet na święta. Przyleci na tydzień ponad. Ile z tego będzie moje, nie wiadomo. Ale sam nalega, żeby UWAGA!! UWAGA!!! iść do święconki. Mały satanista do święconki?? Nawet ja już teraz to odpuszczam, a on nalega. Może dlatego, że kiedyś ktoś nam święconkę schrzanił na maksa? A może dlatego, że jednak coś w nim pod tym satanizmem drzemie. Nie wiem, nie wnikam. Miło iść z kimś do święconki. Z kimś bliskim sercu. Nie iść samemu. Miło przypomnieć sobie lata, kiedy chodziliśmy we czwórkę, szczęśliwi swoim wielkim szczęściem. Wiem, że to se ne vrati, ale...
nam rachunki wystawiają na cały rok i na koniec jest dopłata lub nad ale ta bardzo bardzo rzadko występuje :D
OdpowiedzUsuńi fajnie że Inżynier z Tobą święta spędzi :-)
Ja mam w Enei i płacę co 2 miesiące, nie wg prognoz, ale odczyt z licznika, rzeczywiste zużycie. Nie wyobrażam sobie inaczej.
UsuńNo, wolałabym do UK polecieć, niewiele go będę miała, bo Dziewczyna, ale... do remontu trzeba się przygotować, więc nie nacieszę się wiosną w UK ani Baranem :(
No,to niezły ten inkasent! No i niepotrzebnie stresa miałaś.
OdpowiedzUsuńAch,przypomnialas mi o swięconce,ja to z J chodzę,bo córki to nie chcą odkąd skonczyły podstawówkę.
Ja mam za prąd na pół roku,za to za gaz co miesiąc z prognozą na następny.
Jak pisałam Zmorce, nie wyobrażam sobie takiego płacenia. Za gaz mam niecałe 8 zł miesięcznie, nie wiem dlaczego, w naszych blokach nie ma liczników do gazu, tyle płacę w czynszu od osoby.
UsuńA święconka to dla mnie zawsze wspomnienie dzieciństwa i takie kłucie w sercu...