środa, 20 lutego 2013

I tym sposobem

proszę wycieczki, zamknęliśmy terminowo marcowy numerek... Oj, działo się, działo... Na dywaniku nie byłam, bo Boss jak zwykle nie miał czasu i mijąjąc mnie na schodach, gdy wychodził w siną dal, spóźniony jak zawsze, rzucił: proszę zostawić propozycję w kopercie, wiem, wiem... A ja na to: w kopercie to się łapówki daje i poszłam do domu, a co??
On dobrze wie, co ja chcę, a że nie ma czasu?? To może znów pod koniec roku będzie kumulacja, będzie jak znalazł na spłacanie remontu. No nic to, taki life ;)
I potem poszłam w długą, znaczy się do P&P (odnotowano: alkoholu nadal brak, nie żebym potrzebowała, ale już wiadomo, gdzie nie szukać). Kupiłam taki cudo wianek, bo mi smakował jak cholera i zamiast czekolady będę się tym rozpieszczać, bo to zawsze mniej kalorii jest ;)







Nie chce mi się fotki robić, nic mi się nie chce.
Stojąc na przystanku i czekając na autobus widziałam kobietę, młodszą ode mnie i to sporo, która chodziła z tablicą, reklamującą sklep meblowy. Praca jak praca, żadna nie hanbi, ale... zrobiło mi się niedobrze i smutno. Wyglądało to zupełnie jak w przedwojennym filmie, albo w jakiejś kryzysowej Ameryce... Smutek duszę zalał. Bo coraz częściej widać ludzi z takimi tablicami i często są to osoby staruteńkie, aż żal dupę ściska i widzę też siebie na emeryturze... Tak, wiem, wiem, jest Inżynier, ale?? Kto się ożeni ten się odmieni, jak mówi starozytne przysłowie, a ja mam smutne doświadczenia. Więc zostaną albo puszki na śmietniku (było teraz nie wyrzucać), albo łażenie z tablicą... I nie tylko to mnie zastanowiło, ale też kobieta miala buty na obcasie, strasznie wykrzywionym i było widać, że ledwo się na nich rusza. Tego już nie potrafię zrozumieć zupełnie, bo gdybym musiala tak zapitalać, chodziłabym w starych trampkach, ale na płaskim obcasie, a nie na szpilkach, chwiejąc się jak pijak na wietrze. Kręgosłupa szkoda. Z drugiej strony mogła być tak biedna, że nawet trampek nie ma.
Coraz więcej staruchów (bo to już nawet nie staruszkowie, a staruchy) w tę niepogodę rozdaje ulotki i darmowe gazety. To hańba dla państwa, bo są to ludzie, którzy je odbudowywali ze zniszczeń wojennych. I to, co się dzieje, te rządy, to złodziejstwo i HAŃBA... Siedemdziesięciolatek, rozdający darmowe gazety to nie jest śmieszne, to jest straszne i okrutne. Gdyby pracował jako wolontariusz, gdziekolwiek, znaczyłoby to, że pracuje, bo chce. Do rozdawania gazet, ulotek, noszenia tablic nie wygania chęć do pracy za wszelką cenę, wygania niewyobrażalna bieda... HAŃBA.
W tym momencie czuję głęboką wdzięczność do mojej Mamy, która nie dawała mi żadnej taryfy ulgowej ze względu na kalectwo i kopała w dupę, mówiąc: ucz się, żebyś nigdy nie była zależna od nikogo, a już na pewno nie od mężczyzny. Mądra była. I opowiadała mi, jak płakała sama, bo dziadek też ją kopał w dupę i kazał jej robić tzw. dużą maturę, a ona chciała zrobić małą, żeby iść do pracy i się ubrać, bo miała dość chodzenia w płaszczu przerobionym z żołnierskiego szynela... Jej siostra, moja Ciocia opowiadała mi, że ona nie chciała się uczyć i poszla do piekarni (na wywózce w Niemczech pracowała w piekarni) i miała satysfakcję, mogąc mojej Mamie kupić jedwabne pończochy...  Ale moja Mama miała satysfakcję, gdy jej koleżanki z małą maturą po kolejnej reformie szkolnictwa, mając już małe dzieci musiały na gwałt robić dużą maturę... Tak się czasem dziwnie życie plecie.
Wstawiłam na FB fotkę mojej Alma Mater  i koleżanka ze studiów pyta, czy dalej ciągnę edukację. Hmmm... nie mam ambicji pisania doktoratu (a może powinnam się kopnąć w tę tłustą dupę i pisać??), za leniwa jestem. Może powinnam. Ale po co?? Nie czuję takiej potrzeby, cenię siebie sama za to, dokąd doszłam.
Ale... wciąż jestem wdzięczna Mamie, że nie muszę chodzić z tablicą.
Moja przyrodnia siostra nie chciała iść na studia, właśnie ze względów "odzieżowych". I... nie zazdroszczę dziewczynie jej losu... Nie jest źle, ale... Na pewno jest na swój sposób szczęśliwa i zadowolona, tego nie neguję, każdy wybiera swoją własną drogę.
Ale się rozpisałam.
Z ostatniego numeru dowiedzialam się, że samobójstwo popełnił kolejny gość ze świecznika, raptem dwa lata młodszy ode mnie. Związany z polityką, który narobił długów. Nie mnie oceniać, to straszna tragedia.
Ale myślę, że czasem minimalizm życiowy i niesranie wyżęj, jak się da też ma rację bytu...

A Baran jest kochany ;) Już on wie, dlaczego, nieprawdaż Mister S.??


13 komentarzy:

  1. Swięta prawda co piszesz.
    Ja niestety nie miałam samozaparcia,ambicji, zdolności,by brnąc dalej,żałuję,ze nie było nikogo kto kopałby mnie w dupę.
    Szkołe wyzszą po zawodówce mogłam skonczyć,ale trzeba było wyjechać do duzego miasta,nie pozwolono mi.posżłam do byle jakiej pracy. Poległam w liceum dla pracujących,nie zdałam matury:(
    Miałam odwrotnie,ucz się szybko i idź do pracy,byle jakiej bylebyś pieniądze już zarabiała.
    potem wyszłam za mąż,urodzilam córki,znow poszłam do jako takeij pracy.Potem bawilismy sie w prywatny biznes,a potem było cięzko i J wyjechał,a ja z dziećmi w domu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, ciężko czasem. Ojciec po 1. roku studiów kazał mi zostać w domu, że niby kasy nie ma (a na picie było). To z 5 zł w kieszeni i jedną walizką uciekłam z domu. Poradziłam sobie, są dobrzy ludzie na świecie. Wciąz pamiętałam, co mówiła Mama umierając: nigdy nie bądź od nikogo zależna... Klepałam biedę, ale ona to lubi, więc dalej ją klepię, choć już nie taką wielką, nie śmiem narzekać :D :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiele czynnikow ma wplyw na to co robimy i kim jestesmy w doroslym zyciu. Mnie tylko zadziwiaja wyksztalcone kobiety, ktore "prowadza" dom bucowi na stanowisku. Przez lata. Potem sie starzeja, a buc zmienia je na mlodszy model. Zostaja z niczym. Znam kilka takich przykladow i cisnie mi sie na usta - a nie mowilam? Cholera mowilam i wtedy laska patrzyla na mnie jak na ufoludka. Teraz nawet dzieci maja je w czarnej dziurze, bo z kuchta nikt sie nie liczy, skoro tatus jest prezesem i daje kase na wszystko, a matka jak zwykle nic nie moze. Tylko placze w telefon.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się akurat buc na stanowisku nie trafił, ale... jak kiedyś wspominałam, to ja nosiłam spodnie, inny egzemplarz mi się po prostu trafił. I dobrze, że mam fach w ręku, nie musiałam się na nikogo i na nic oglądać, dzieci wykształciłam i jak wiadomo, siedzę co wieczór na laurach ;) Dom też prowadziłam, ale dzięki temu miałam ciekawe życie i na starość czuję, że już nic nie muszę ;) Na laurach lepiej się siedzi, jak na gwoździu :)

      Usuń
    2. Zdecydowanie podobnie myslimy. W zyciu liczyc mozna tylko na siebie, a i to nie zawsze, bo ze zdrowiem moze byc roznie, tym fizycznym i tym psychicznym. Siedzenia na laurach mialam sprobowac, ale poki co nie bylo czasu. Jednak pamietam i z pewnoscia kiedys sprobuje.

      Usuń
    3. Oczywiście, Kocie, ale... Nawet kaleka, taka jak ja, może coś w życiu osiągnąć, nie oglądając się na "męskie ramię". Wiem, co to starość, może umysł wciąż młody, ale ciało staje się mdłe.
      Ale...
      Wciąż jest możliwość i... trzeba chcieć i dalej samemu, jak nie ma kto, kopać się w dupę.
      Chociaż u mnie Inżynier rzuca mnie na głeboką wodę i mówi: nie jojcz, Matka, idź z duchem czasu.
      I za to Go kocham :)

      Usuń
  4. Fajnego masz syna. Ja wlasnie biore zamach i mam nadzieje, ze trafie w dupsko mojego syncia. Moze sie obudzi i ogarnie. Koniec studiow za pasem a w CV pusto, nocki z kompem, czas przez palce i takie tam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mój jest do dziś z czasem na bakier... Prokrastynacja znaczy się... Ale... kopałam w dupę aż mnie noga bolała i... ma nazwisko (trudno wymawialne w UK), stanowisko i... plan na życie. Urodę ma po Ojcu, ale rozum po mnie i to mnie cieszy. Jeśli Jego dziewczyna będzie większą Jędzą, jak ja, zajdzie dokądś...
      Moje dzieci miały przesrane, bo... czasem mieliśmy w portfelu 2,50...
      I do dzisiaj... 2,50 się należy...

      Usuń
    2. I właśnie mi się przypomniało.
      Moi chłopcy pracowali za 2,50 na parkingu Tesco.
      Jak średnia była ponad 5 zeta.
      Zmieniali się, żeby iść do WC.
      Nie tak dawno, to był 2002 rok...
      Inni się śmiali, że za 2,50 pracują...
      Bywa...

      Usuń
  5. Moj udziela korepetycji, ale tego do CV sobie nie wpisze. Praca nie lezy odlogiem i nie czeka na krolewicza bez doswiadczenia. Jeszcze poltora roku i obawiam sie, ze ukloni sie gleboko urzad pracy, bo jakies ubezpieczenie miec trzeba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kończy chociaż studia, po których można się ustabilizować??Słyszałam od znajomych studentów, że dobrze wygląda wolontariat.
      U mnie się dziwnie złożyło, Pierworodny studiował zaocznie swoją miłość - politologię. W jakiś sposób zaprocentowało, jest dziś menedżerem, ma pod sobą kilkadziesiąt osób.
      A Inżynier kwitnie w swoim zawodzie, jest bardzo zadowolony, awansuje. Ale w czasie studiów w wakacje pracował w UK, różnie. I gdzie się nie zaczepił, tam go na kierownika chcieli, ale twardo kończył studia.
      Trzymam kciuki za Twojego syna... Bądź optymistką.

      Usuń
  6. Kończy dość dobre studia. Jest na politechnice inżynieria maszyn medycznych. Kierunek rokujący świetnie, tyle, że doświadczenie jest potrzebne. Jakiekolwiek. Ma to szczęście, że może spokojnie na woluntariat. I o tym cały czas mówię. Teraz będę kopać.

    OdpowiedzUsuń
  7. O tak, to superkierunek. Wiem coś o tym, bo 10 lat w medycynie "robiłam", więc orientuję się, jakie są opcje... Szkoda zmarnować takie coś... Kop, kop ;) Dobrze robisz :)

    OdpowiedzUsuń