wtorek, 12 lutego 2013

Koniec świata blisko

Nie, nie z tego względu, że papież abdykował, ani że Majowie się pomylili o parę dni. Nie, nic z tych rzeczy.
Ale po kolei.
Dziś miałam pracowity, mrówkowy dzień, kulając się od ozimin, do nawozów, od prosiąt z pomorem afrykańskim do krówek niewydojonych, od gnojowicy do zastosowania GPS do uprawy gleb mozaikowych (hahahaha, jaka to ja mądra jestem), aż łeb mi zaczęło rozsadzać. I 7 tysięcy kroków zrobiłam latając po schodach, co na normalne dni, kiedy ledwo 2 tysiące wyciągam jest nieźle. I tak wykulując się z pracki, pomyślałam sobie, że wlecę do P@P (dla nie-poznaniaków - market ze średniej półki, bo mi się akurat pieczywo tostowe skończyło (minął mi zapał pieczenia chleba), kromeczka do tostera i mam gorący chlebuś na śniadanie, olać konserwanty). A i imbir (już nie umiem pić rano kawy bez imbiru) na wykończeniu, to sobie chytrze myślę, że wlecę, po drodze jest Rossmann,  a chemikalia też się kończą, więc...  I tak sobie myślę, że zasłużyłam na wareczkę czy innego żubra... Polazłam. Rossmann, P@P.
Ze słuchaweczkami, Rita Hayworth drze się "aaaaaaaaaaaaamado mijjjjjjjjjjjjjjjjjo, love me forewer"... a ja lezę, lezę, lezę, zasłuchana i co ja paczę?? Woda mineralna, soki, napoje energetyzujące i inne takie tam, a piwa ani śladu. Lezę dalej, wciąż "aaaaaaaaamado mijjjjjjjo", widząc, jak naciąga tę rękawiczkę, i co ja paczę, stoiska z winami nie ma. Mówię do siebie: Jędzo, coś z tobą źle, przepracowana jesteś, ale myślę - przemeblowanko, jak to mają w zwyczaju w marketach?? Oblatuję cały sklep i ni cholery nie ma alkoholu. Oj, niedobrze ze mną, ale dobrze, że jeszcze białych myszek nie widzę, I tak paczę, paczę, i co ja paczę?? W okolicy byłych alkoholi kręci się więcej osób z niedowierzaniem w oczkach. Lecę do stoiska, gdzie niegdyś procenty sprzedawali, a przede mną młodzieniec, też z obłędem w oczach pyta: gdzie są wina?? A panienka słodko: nie ma... Ja pytam, z nadzieją w głosie: a piwo może gdzieś w kąciku jest? A panienka twardo: piwa też nie ma...
Prohibicja?? Nie mają licencji??
Zapłaciłam przy kasie za tosty, imbiru nie mieli i co ja paczę?? Kumulacja jest.
Więc sruu, z powrotem do informacji i zaszalałam za 3 zł polskie.
A co, jak wygram, pojadę dookoła świata i zostawię chatę w rękach ekipy, wrócę po remoncie.
Innych marzeń nie posiadam...
Dobrze, że w Milei mieli piwo... Wysiadałam przystanek wcześniej i kupiłam sobie miodowe.
A może to przez te próby atomowe w Korei i alkoholu zabraknie??
Jak żyć??
W kraju, gdzie piwa nie ma?? :|
No nic, popijam miodowe, czekam na Inżyniera (te kontrole techniczne) i jutro z rana do adwokata.
Wszystko mnie boli i łeb mi pęka.
Może jednak wygram i przestanie pękać??


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz