Przez 6 godzin wydoiłam wszystkie krowy. Specjalistką od dojenia jestem, choć to, co zrobili, dupy nie urywa. Rękawów też sobie nie wypruli, ale... mi to lotto. Dobrze, że poszło w miarę szybko i ani chwili nie czekałam na robotę. Gdyby to ode mnie zależało, byłaby perełka. Ale że nie zależy, to o co się bić??
I w trakcie czytania po raz kolejny o myciu strzyków przypomniało mi się, że małym dziecięciem będąc, nieletnim i ledwo mówiącym mówiłam na krowie cycki: mójmoje.
A skąd wiem?? Bo przypadkowo mam pamiętnik pisany przez moją Mamę... Niedługo go pisała, ale mam.
I to jedna z najcenniejszych rzeczy w tym moim popieprzonym życiu.
Krowy mają mójmoje...
Mójmoje... :)
I zatkało mnie, ale...
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Przewodniczacy-Rady-Rodziny-Vincenzo-Paglia-prawa-dla-zwiazkow-partnerskich,wid,15322991,wiadomosc.html?ticaid=1100ad&_ticrsn=5
To dla mnie jest WIELKIE :)
I to jest Kościół., jakiego mi brakuje...
Może dożyję??
Obyśmy dozyły.
OdpowiedzUsuń