wtorek, 26 lutego 2013

Prawie perfekcyjna pani domu

Prawie, jak wiadomo, robi dużą różnicę, ale co tam... Nazbierało się klamotów, a dzięki tygodniowej gospodarce Inżyniera wiele nie wróciło na swoje miejsce, a do tego zlazły z wyżyn inne, jak na przykład kiełkownica, bajzel się zaczął robić prawie jak podczas wizyty Pierworodnego, z tą różnicą, że w zlewie miejsce było. Polazłam więc wysłać kiełki do Zmorki i chciałam kupić plastikowe koszyczki, bo mi ich brakuje. Nigdzie nie było takich, jak potrzebuję, więc kupiwszy tylko narcyzy za 2,99 za 10 sztuk w Biedronce (prawda, że okazja), potuptałam do Lidla, ale tam też koszyczków nie było, więc kupiłam li i jedynie bakłażana i cytryny i poszłam do domu. I tu się leń obudził, a że zgłodniałam, zrobiłam sobie pstrąga łososiowego, herbatkę i oglądnęłam White collar. Kto nie zna, niech żałuje, główny bohater, grany przez Matta Bomera to ciacho jakich mało (gej, a jakże, wszyscy wspaniali czuli mężczyźni mają już swoich chłopaków, reguła nie do zbicia), tak więc 45 minut pasłam oczy i odbudowywałam morale. Udało się :D A potem już było z górki, włączył się pierdalec i w szafkach dzięki małemu przemeblowaniu zrobiło się nagle duuuużo więcej miejsca i... No co ja paczę?? Jedna torba z P&P (duża, żeby nie było) pełna plastikowych śmieci (zapisać w kajeciku: nie gromadzić pudełek po lodach, bo się syf w szafce robi), druga takaż pełna szkła (jedna szklanka się stłukła, ale gdzie się tłucze i się leje, tam się bardzo dobrze dzieje), trzecia pełna makulatury, czwarta - mała reklamówka - przeterminowane leki (zanieść jutro do apteki trzeba, w czeluściach szafy mam jeszcze wór leków po moim Eks, przeterminowane chyba o ponad 10 lat, bo ten namiętnie piguły zażywał i gromadził, aż się boję z tym iść do apteki, bo mnie zamkną, a na raty zapominam nosić, do śmietnika nie wyrzucę, a dilować Inżynier stanowczo zabronił pod groźbą odłączenia kompika od sieci, jak przyjedzie, więc dupa)....
I tak wolnym walcem a kuchnia w oczach jaśniała, kiełki mają luz, a i ja się mieszczę teraz i mam gdzie sobie jedzenie zrobić, nie łapiąc spadającej piramidy, ale co ja pacze?? Okna. Obraz nędzy i rozpaczy. A co, jak zaczęłam, skończę. I tym sposobem machnęłam okna, szybko, w 5 minut (zawsze byłam szybka dziewczynka), nie bawiąc się w rozkręcanie i inne robótki ręczne, na to przyjdzie czas, jak się ociepli.
A Mama gdzieś polazła, bo nie pilnowała Teściowej mojej (jak znam życie, nie lubią się) i ledwo okno zamknęłam, zaczęło padać, ale jak pada na czyste szyby to już nie ma takich zacieków.
Więc pokój już odpuściłam, tym bardziej, że brak ruchu mnie wykończył i wszystkie gnaty czuję. Ale to znaczy, że żyję, więc jest OK :)
To teraz Shameless (uwielbiam, jako DDA nie powinnam, ale uwielbiam, nic za to nie mogę), no i tego klona Love Story co Baran polecał mam. Ciepło, kocyk uszykowany jak coś, listki bobkowe pod dupą, czyli tam, gdzie ich miejsce, herbatka jest, kiełki cicho rosną :)

Lubię swój dom.
Jest moim zamkiem.

5 komentarzy:

  1. ale jak narcyzy ? takie już urosnięte czy cebulki czy jak ? nasz owad mały połowy z gazetki nie ma ;-(
    a chomikarstwo o zuo - cza tępić ! ( pudełeczka tylko blaszane można mieć :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalne narcyzy, bukiet :) Żonkile :) Moja Biedronka też mała, a tłumy w niej dzikie, nie lubię tam chodzić, ale koszyczków szukałam. 5 kas, wszystkie otwarte, a kolejka na pół godziny, powariowali :|

      Usuń
  2. Kocham tem moment po sprzatamiu generalnym. Niestety tylko przez moment. Potem i tak wszystko powraca na "swoje"miejsce z szybkoscia swiatla. Niestety mam w domu ciulacza opakowan wtornych, wiec np na lodowce uzbieralo sie ze 30 opakowan po jajkach. Sa nawet poukladane kolorami. Po co? Tego najstarsi gorale nie wiedza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opakowaniami po jajkach podobno można genialnie wygłuszyć ściany pokoju, jeżeli chce się uzyskać pomieszczenie z odpowiednią akustyką do słuchania nagrań na audiofilskim sprzęcie. Może więc o to chodzi?? ;)

      Usuń